Ponieważ życie lubi być nieprzewidywalne…

Witam wszystkich. Tych stałych Czytelników, tych nowych i tych całkiem przypadkowych.

Wiem, zaginęłam. W niewyjaśnionych okolicznościach postanowiłam zapaść się pod ziemię.

Miałam dać znać po powrocie z Holandii. Ba! Miałam Was nawiedzać jeszcze podczas mojego pobytu w Kraju Kwitnącego Tulipana. Ale otrzymaliście z mej strony tylko milczenie…

Czemu?

Ponieważ życie lubi być nieprzewidywalne.

Wiele się zmieniło w ciągu ostatnich miesięcy. Od poważnego załamania psychicznego/depresji (jak zwał, tak zwał) po budowanie nowego życia z nowymi ludźmi.

Spokojnie. Nie jestem psychopatką/poważnie chora/w żałobie. Nic z tych rzeczy. Mam się dobrze. Zaskakująco dobrze.

Faktem jest jednak, że pożegnałam się ze starym życiem. Pewne rzeczy, zjawiska i sytuacje doprowadziły do nadwyrężenia mojej psychiki. Mojego dobrego samopoczucia. Gdzieś to pewnie i w opowiadaniu było widać. Nie potrafiłam już przekazać tych dobrych wibracji, pozytywnych emocji. Zaczęłam żyć w jakimś otępieniu. Gdzieś pomiędzy koszmarnie trudnymi studiami, zbyt mocno zakrapianymi imprezami oraz wiecznymi kłótniami z chłopakiem (teraz już z przedrostkiem ex-). Zbyt długo się w to wszystko bawiłam, zbyt długo udawałam, że jest okay. W Holandii wiele rzeczy ostatecznie się rozsypało. Ale poznałam też nowych ludzi. Świeże twarze, świeże dusze. A jedna „duszyczka” nawet zagościła w mym sercu na dłużej i nadal w nim jest.

Mimo wszystko, moja wena twórcza gdzieś się ulotniła. Zbyt wiele problemów i stresu zżerało mój umysł. Straciłam chęć do pisania. Bo musiałam najpierw uporządkować całe swoje życie. Wyrzucić to, co stare i pozwolić temu nowemu się zakotwiczyć.

Czuję, że siebie zawiodłam w kwestii pisania „Demonów”. Że zawiodłam Was. Hej, przecież to miało być moje pierwsze, „pełnometrażowe” opowiadanie. Ta, jasne…

Nie wiem, czy jeszcze kiedyś tu wrócę. Wiem, że wrócę do pisania. Ale czy do „Demonów”? Chyba się w tej kwestii wypaliłam.

Wybaczcie, że zawieszam ten blog. Ale będę Was jeszcze odwiedzać. A jak chcecie się ze mną jakoś „spichnąć” tak poza blogiem, to napiszcie na maila/poszukajcie mnie na Facebooku albo zapytajcie się w prywatnej wiadomości, kim jest Sky w rzeczywistości.

Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś tu wrócę. A jak nie tu, to może na blogspota (tam mają fajniejsze szablony, nie?).

Pozdrawiam serdecznie,

Sky.